sobota, 15 października 2011

czajnik

Zagotowałam czajnik na śmierć. Absolutnie, do ostatniego tchu, najmniejszego obłoczka pary. Pewnie podświadomie, z zemsty za beznadziejny piątek i rozwlekłą sobotę.I odmówioną randkę, na którą nie mogłam pójść, bo ktoś czekał na mnie w domu.A ja chciałabym, by czekał ktoś inny.
Dzisiaj w pracy powiedziałam, że gdybym była w ciąży z bliźniakami, to bym ją usunęła. Połowa odbiorców zabiła mnie wzrokiem. Druga połowa mi nie uwierzyła.A ja po raz kolejny zastanowiłam się, czy na pewno jestem w odpowiedniej bajce.I czy bajka dla mnie została już napisana.

czwartek, 13 października 2011

taki mały próbnik

Podobno małe rzeczy są modne. Szczególnie gdy szczekają, przynoszą dobre oceny lub zawierają martini. Podobno nawet ukryte małe są modne-są wtedy artystyczne, a sztuki się nie ocenia.. Mały wstępniak musi więc być trendy, choć bardziej próbuje przybrać formę trędowatą.
Pisanie po długim odwyku jest irytujące.Słowa uciekają, szczególnie gdy w głowie huczy, a myśli niepokojąco krążą wokół piątkowego mohito.I nie do końca wiadomo, czy wspominają ostatnie, czy liczą na jutrzejsze.
Moja armia śpi. W całej swojej zuzokazości. My z kolegą Ly udajemy chwile zamyślenia i kreatywności, takie naciąganie siebie samej na coś innego(modne?). eee, w ogóle..
Zaczynam trzynastego. Po jednym cocojambo. Mam plan. I chcę. To dużo, prawda? A miało być mało. Więc spadam. Zmolestuje fejsa i popatrzę, co tam kto tam lubi, nie lubi i zaprasza. A jutro przetrawię i dam znać. szczególnie, że coraz bliżej piątek...